Close

20 września 2017

Leica M9 i „Rzymskie wakacje 2017”

Leica M9

Czyli dlaczego warto w 2017 kupić i używać cyfrowy aparat fotograficzny z 2009 roku.

Gene­ral­nie tekst będzie doty­czył całej rodzi­ny M9, czy­li mode­li: Leica M9, Leica M9-P, M Mono­chrom oraz Leica M-E, wszyst­kie mają te same pod­ze­spo­ły i róż­nią się tyl­ko deta­la­mi. Odnie­sie­nie w tytu­le do fil­mu „Rzym­skie waka­cje” też nie jest przy­pad­ko­we z dwóch powo­dów. Pierw­szy, w fil­mie prze­wi­ja się wątek foto­gra­ficz­ny i to cał­kiem waż­ny oraz powód dru­gi, były waka­cje i byłem w Rzy­mie.

Na początek, dla mniej wtajemniczonych w technologię i technikę kilka słów o fenomenie modelu Leica M9.

Leica M9 to pierw­szy mało­obraz­ko­wy – 24x36 mm, apa­rat cyfro­wy tego pro­du­cen­ta. Pierw­szym, w 2006 roku, cyfro­wym apa­ra­tem foto­gra­ficz­nym był model Leica M8, ale posia­dał matry­cę „tyl­ko” w for­ma­cie APS-H i tyl­ko 10.3 mega­pik­se­li.
Leica M9 poja­wi­ła się na ryn­ku w 2009 roku. Była bar­dzo wycze­ki­wa­na, ponie­waż wie­lu scep­ty­ków wiesz­czy­ło fir­mie Leica koniec ist­nie­nia przez opóź­nie­nie, w sto­sun­ku do innych pro­du­cen­tów, w cyfro­wym wyści­gu na wiel­kość matry­cy i ilość pik­se­li. W tym cza­sie głów­ni gra­cze na ryn­ku, Nikon i Canon mie­li już w swo­ich kata­lo­gach po kil­ka takich mode­li.
Co gor­sze, wie­lu wier­nych użyt­kow­ni­ków Leici prze­cho­dzi­ło na „pełen for­mat” Niko­na czy Cano­na.

Dla­cze­go tak dłu­go trze­ba było cze­kać na mało­obraz­ko­wą, cyfro­wą Leicę? Teo­rii jest wie­le, więk­szość tra­dy­cyj­nie spi­sko­wa, ale czy opóź­nie­nie było tak­tycz­nym cze­ka­niem na roz­wój ryn­ku i tech­no­lo­gii, kon­ser­wa­ty­zmem czy po pro­stu błę­dem mar­ke­tin­go­wym nie ma to zna­cze­nia. Waż­ne, że Leica M9 się poja­wi­ła i bły­ska­wicz­nie zdo­by­ła nowych klien­tów i odzy­ska­ła sta­rych.
Było to rów­nież dość odważ­ne posu­nię­cie tech­no­lo­gicz­ne jak na owe cza­sy. Wszy­scy prze­cho­dzi­li już wte­dy na matry­ce typu CMOS, a mimo roz­wo­ju nowych tech­no­lo­gii Leica do mode­lu M9 wybra­ła „sta­rą” matry­cę CCD pro­du­ko­wa­ną przez fir­mę Kodak. Matry­cę może i tech­no­lo­gicz­nie sta­rą, ale zapro­jek­to­wa­ną spe­cjal­nie dla Leici, wła­ści­wie do jej obiek­ty­wów. I to był przy­sło­wio­wy „strzał w 10”.

Leica M-E w pełnej krasie.

Leica M – Monochrom

Jaka jest różnica między matrycami CCD, a CMOS?

Bar­dzo ogól­nie cho­dzi o jakość obra­zu. Czy­li nic nowe­go, ale jak zawsze „dia­beł tkwi w szcze­gó­łach”. Matry­ce CCD od Koda­ka w połą­cze­niu ze spe­cy­fi­ką obiek­ty­wów Leica dają nie­po­wta­rzal­ny obraz o wyjąt­ko­wym wyglą­dzie przy­po­mi­na­ją­cym dia­po­zy­tyw Koda­chro­me, (ma ponow­nie być pro­du­ko­wa­ny i dostęp­ny w sprze­da­ży od przy­szłe­go roku). Nie­któ­rzy porów­nu­ją do nega­ty­wu kolo­ro­we­go Por­tra? Według róż­nych, mniej lub bar­dziej potwier­dzo­nych infor­ma­cji opro­gra­mo­wa­nie pro­ce­so­ra odpo­wie­dzial­ne­go za prze­twa­rza­nie obra­zu wyko­na­ła fir­ma Pha­se One?

Brzmi jak jakiś rekla­mo­wy slo­gan, ale tak jest. Ja też na począt­ku tak to odbie­ra­łem, jaka może być róż­ni­ca? Zdję­cie to zdję­cie, tro­chę „posu­wa­ku­je­my” w Pho­to­sho­pie czy Ligh­tro­omie i będzie pięk­nie. Tu wycho­dzą już nasze przy­zwy­cza­je­nia z dotych­cza­so­wej foto­gra­fii cyfro­wej. Obrób­ka, obrób­ka i suwacz­ki, robi­my zdję­cie i zamiast myśleć o następ­nym, myśli­my jak obro­bić poprzed­nie.
Ta róż­ni­ca fak­tycz­nie jest, trze­ba umieć ją zoba­czyć i nic nie trze­ba „suwa­ko­wać”. Zdję­cie wycho­dzi z matry­cy same, ale tyl­ko gdy posia­da­my pod­sta­wo­wą wie­dzę z foto­gra­fii. Leica nie wyba­cza błę­dów i bra­ków w warsz­ta­cie tech­nicz­nych. Musi­my wie­dzieć na jakiej zasa­dzie dzia­ła dal­mierz i jak usta­wić ostrość, jak korzy­stać z odle­gło­ści hiper­fo­kal­nej. Musi­my wie­dzieć co to zna­czy naświe­tlać „na świa­tła”, to zresz­tą zale­ca sama instruk­cja obsłu­gi. Jak pra­co­wać świa­tło­mie­rzem wewnętrz­nym, jeże­li chce­my go uży­wać.

Zdjęcia zrobione przy czułości ustawionej na 640 ISO.

To dlaczego w 2017 roku warto kupić aparat fotograficzny Leica M9, Leica M9-P lub Leica M-E?

Dla jakość obrazu – matryca CCD

Matry­ca CCD w połą­cze­niu z dobrym obiek­ty­wem, potra­fi poka­zać to co widzi­my ze wszyst­ki­mi naj­drob­niej­szy­mi szcze­gó­ła­mi. Obraz jest bez­kon­ku­ren­cyj­ny. Naj­le­piej widać to na dobrych wydru­kach. Ale czy dla więk­szo­ści oglą­da­ją­cych zdję­cia na lap­to­pach będzie to mia­ło zna­cze­nie? Nie, ale jak wspo­mnia­łem wcze­śniej, Leica M9 czy jaka­kol­wiek inna Leica M jest apa­ra­tem foto­gra­ficz­nym do któ­re­go trze­ba doj­rzeć, być jego świa­do­mym użyt­kow­ni­kiem, a nie „wci­ska­czem guzi­ków”. W Leicach M nic samo się nie zro­bi.

Z matry­cą wią­że się pod­sta­wo­wy, wg. kry­ty­ków, minus – czu­łość ISO. Według mnie jest to cecha, o któ­rej musi­my wie­dzieć przed zaku­pem, a nie po nim. Matry­ca ta zosta­ła zapro­jek­to­wa­na bli­sko 10 lat temu, a sama tech­no­lo­gia CCD nie jest w sta­nie dać z sie­bie wię­cej niż 2500 ISO. Jest to na doda­tek war­tość dość eks­tre­mal­na, a jakość uzy­ska­ne­go obra­zu, przy tej czu­ło­ści, jest powiedz­my – spe­cy­ficz­na. Mak­sy­mal­ne, akcep­to­wal­ne ISO w Leice M9 to war­tość 1250 przy sprzy­ja­ją­cych warun­kach i dla zdjęć czar­no-bia­łych oraz 640 – 800 dla kolo­ru i świę­te­go spo­ko­ju.

Dys­ku­tu­jąc o war­to­ściach, o dzie­siąt­kach czy set­kach tysię­cy ISO w tej czy innych matry­cach, pamię­taj­my o jed­nym, o foto­gra­fii, czy­li w tłu­ma­cze­niu z łaci­ny – malo­wa­niu, pisa­niu świa­tłem. Jeże­li nie ma świa­tła, to nie ma zdję­cia. Po co sztucz­nie go szu­kać i robić sztucz­ne zdję­cia?

Para­dok­sal­nie matry­ca usta­wio­na na ISO 800 w Leice M9 i pozo­sta­łych mode­lach rodzi­ny i tak jest czul­sza mniej wię­cej o pół­to­rej, dwie prze­sło­ny w sto­sun­ku np. do Niko­na D700 pocho­dzą­ce­go z tego okre­su. Docho­dzi do tego moż­li­wość wydłu­że­nia cza­sów otwar­cia migaw­ki bez oba­wy o poru­sze­nie. Leica nie ma kle­pią­ce­go lustra i nic się nie trzę­sie trak­cie foto­gra­fo­wa­nia. Chęt­nych potrze­bu­ją­cych wię­cej infor­ma­cji na ten temat odsy­łam to tego testu.

Dlaczego 1600 ISO dla zdjęć czarno-białych?

Otóż, usta­wia­jąc wyż­sze czu­ło­ści ISO w Leice M9 otrzy­mu­je­my dość duże, ale moc­ne i ostre ziar­no. Ziar­no, takie jak w kla­sycz­nym nega­ty­wie, a nie roz­my­ty kolo­ro­wy cha­os jak u kon­ku­ren­cji. Dla 1600 ISO w głę­bo­kich cie­niach, głów­nie skó­ry, poja­wia­ją się brzyd­kie pur­pu­ro­we pla­my, ale cały czas obraz jest szcze­gó­ło­wy i wyraź­ny, bar­dzo podob­ny do ana­lo­go­wej odbit­ki. To kolej­ny plus tego apa­ra­tu.

Dla obiektywów Leica

leica m9 obiektywy

To już legen­da legend i kla­sy­ka kla­syk. Kto by cze­go nie mówił, a nawet naj­więk­si hej­te­rzy przy­zna­ją, że Sum­mi­cro­ny czy Sum­mi­lu­xy są kla­są samą w sobie. Któ­re­go typu byśmy nie uży­li, nawet „naj­tań­sze­go” Elma­ri­ta, otrzy­ma­my obraz z nie­wia­ry­god­ną ilo­ścią deta­li i ostro­ścią. Są małe, lek­kie i bez wzglę­du któ­ry kupi­my, naj­droż­szy, droż­szy czy tań­szy obraz będzie tak samo dosko­na­ły. Cena tych obiek­ty­wów nie zale­ży, jak w przy­pad­ku innych pro­du­cen­tów od jako­ści otrzy­ma­ne­go obra­zu tyl­ko od ich mak­sy­mal­nej jasno­ści. Na przy­kład naj­tań­szy, stre­eto­wy stan­dard, czy­li Elma­rit 28/2.8, uży­wa­ny może­my już zna­leźć za ok. 4 – 5 tysię­cy zło­tych. Cena zale­ży od sta­nu. Nowy Zeiss Bio­gon kosz­tu­je też oko­ło 4 tysią­ce. Za te kwo­ty nie ma szans aby­śmy kupi­li naj­lep­sze Nik­ko­ry czy Cano­ny L.

Dla począt­ku­ją­cych użyt­kow­ni­ków, tak dla bez­pie­czeń­stwa inwe­sty­cji, pole­cam zakup obiek­ty­wów Zeiss. Są bar­dzo dobrze wyko­na­ne i dają porów­ny­wal­ny efekt do fir­mo­wych, a jed­nak dużo tań­sze, ale ostat­nio nie­ste­ty są bar­dzo duże kło­po­ty z dostęp­no­ścią.
Minu­sem, lub też kolej­ną cechą jest mak­sy­mal­na ogni­sko­wa obiek­ty­wów w sys­te­mie M, naj­dłuż­szy obiek­tyw ma „tyl­ko” 135 mm. W now­szych mode­lach, od typu 240 poczy­na­jąc, gdzie jest już „live view”, może­my użyć adap­te­ra od sys­te­mu „R” i korzy­stać z obiek­ty­wów tele jak i makro.

Dla milionów pikseli, tylko 18

W 2017 to już nie jest jakiś osza­ła­mia­ją­cy wynik, ale czy napraw­dę potrze­ba nam wię­cej? Uwa­żam, że to jest opti­mum. Wła­ści­wy kom­pro­mis mię­dzy jako­ścią, a wiel­ko­ścią pli­ku. Popy­taj­cie zna­jo­mych, posia­da­czy np. Sony Alpha 7RII czy Niko­na D810, ile cza­su spę­dza­ją przy kom­pu­te­rze pra­cu­jąc z duży­mi pli­ka­mi. Plik z Leici M9 to i tak już 36 MB.

Dla wielkości, wagi aparatu i obiektywów i ciszy

W porów­na­niu z peł­no­klat­ko­wą lustrzan­ką Leica M9, nawet z obiek­ty­wem pra­wie nic nie waży. Nikon D700 z obiek­ty­wem Sig­ma 50/1.4 waży 1,7 kg, Leica M-E z obiek­ty­wem Zeiss 50/2 – 0.8 kg. Na cały waka­cyj­ny wyjazd paku­je­my się małą tor­bę, np. Dom­ke F-803 i jesz­cze zmiesz­czą się nam inne gra­ty.

Żal mi było tury­stów bie­ga­ją­cych po Rzy­mie z ple­ca­ka­mi, w uprzę­ży, obwie­szo­nych obiek­ty­wa­mi. Sam tak wyglą­da­łem cał­kiem nie­daw­no i wiem ile poświę­ce­nia to kosz­tu­je. Stro­na prak­tycz­na? Do wie­lu muze­ów czy zabyt­ków nie wpusz­cza­ją z ple­ca­ka­mi. W naj­lep­szym razie trze­ba zosta­wić dzie­siąt­ki tysię­cy zło­tych w prze­cho­wal­ni? Nie­wie­lu się na to decy­du­je. Mając cały sprzęt w pod­ręcz­nej tor­bie nikt na nas nie zwra­ca uwa­gi.

Porów­na­nie wiel­ko­ści Leici M9 i Niko­na d810

leica M9

Tak, wiem, ostat­nio bar­dzo popu­la­ry­zo­wa­ne przez pro­du­cen­tów bez­lu­ster­kow­ce też są małe, tyl­ko obiek­ty­wy do nich są tej samej wiel­ko­ści co do lustrza­nek. Gdzie tu sens?

Cisza, to to cze­go bra­ko­wa­ło mi uży­wa­jąc lustrzan­ki. Jeste­śmy w muzeum, jest cicho, a my – huk i klaps, wła­śnie eks­plo­do­wa­ła dźwię­kiem nasza migaw­ka i lustro. Pół bie­dy jeże­li moż­na robić zdję­cia, jeże­li nie, a w pry­wat­nych muze­ach bywa z tym róż­nie, mamy pro­blem. Wszy­scy się na nas patrzą i ...

Leica robi kon­ku­ren­cję w gło­śno­ści tyl­ko, wła­ści­wie nie ma kon­ku­ren­cji.

Dla ceny

Oczy­wi­ście musi­my zado­wo­lić się ryn­kiem wtór­nym, chodź cza­sa­mi moż­na jesz­cze zna­leźć nowe mode­le M-E. Dzię­ki spe­cy­fi­ce apa­ra­tów Leica i pew­nej eks­klu­zyw­no­ści z nut­ką sno­bi­zmu, bar­dzo czę­sto poja­wia­ją się egzem­pla­rze z bar­dzo małym prze­bie­giem i w bar­dzo dobrym sta­nie wizu­al­no – tech­nicz­nym. Kli­ka czy kil­ka­na­ście tysię­cy klik­nięć. Ale bar­dzo poob­cie­ra­na, czar­na Leica też wyglą­da inte­re­su­ją­co. Egzem­pla­rze takie para­dok­sal­nie bywa­ją inten­syw­niej licy­to­wa­ne w porów­na­niu do tych w sta­nie „skle­po­wym”. Po takim zaku­pie sta­je­my się auto­ma­tycz­nie „foto­gra­fem” Natio­nal Geo­gra­phic. Może dla tego moż­na było zamó­wić kie­dyś Leicę M-P w wer­sji „Leny Kra­vitz”?

W 2014 fir­ma Leica ofi­cjal­nie potwier­dzi­ła, że w pew­nych seriach matryc rodzi­ny M9 wystę­pu­ją pro­ble­my z tzw. „koro­zją sen­so­ra”. Zaczę­to bez­płat­nie wymie­niać wadli­we część, a dodat­ko­wo robio­ny był cał­ko­wi­ty prze­gląd i czysz­cze­nie apa­ra­tów. Pro­gram ser­wi­so­wy trwał do 15 sierp­nia 2017 i jeże­li ktoś z nie­go nie sko­rzy­stał to prze­ga­pił 982 euro, tyle ma bowiem wyno­sić koszt napra­wy odpłat­nej.

Teraz poja­wią się pyta­nia ile ma kosz­to­wać uży­wa­na Leica M9, Leica M9-P, Leica M Mono­chrom czy Leica M-E bez wymie­nio­nej matry­cy? War­tość ryn­ko­wa, aukcyj­na pomniej­szo­na o 1000 euro? Nie każ­dy egzem­plarz ma śla­dy koro­zji lub są one bar­dzo małe. Jak liczyć prze­bieg migaw­ki? W pro­gra­mie ser­wi­so­wym była tyl­ko czysz­czo­na i regu­lo­wa­na.

Obec­nie w pol­skim ser­wi­sie aukcyj­nym ceny waha­ją się od 8 500 zł do oko­ło 12 000 zł za model Leica M9-P. Nie ma infor­ma­cji na temat sen­so­ra.

Charakterystyczne dla wadliwej matrycy centryczne krążki w porównaniu do zwykłego kurzu

Na poniż­szym zdję­ciu widać jak prze­waż­nie wyglą­da­ją miej­sca uszko­dze­nia osło­ny sen­so­ra CCD. Gdy matry­ca od nowo­ści była nara­żo­na na dużą ilość zanie­czysz­czeń w miej­scach „koro­zji” zbie­ra się brud, któ­ry jest bar­dzo trud­ny do usu­nię­cia. Na czy­stej matry­cy, gdy robi­my zdję­cia pod świa­tło, w wyni­ku odbić, miej­sca te są bar­dzo jasne. Potocz­nie nazwa­no to „koro­zją matry­cy” ale cho­dzi raczej o mikro pęk­nię­cia lub mikro wgłę­bie­nia na osło­nie sen­so­ra. Klik­nij w zdję­cie by powięk­szyć.

Może będzie to oka­zją dla mniej zasob­nych w gotów­kę, chęt­nych na Leicę? Trze­ba się będzie tyl­ko pogo­dzić ze spe­cy­ficz­ny­mi śla­da­mi na zdję­ciach, ale gdy znaj­dzie­my egzem­plarz w bar­dzo dobrym sta­nie i małym prze­bie­giem, może będzie war­to?

leica m9 korozja matrycy

Teraz cie­ka­wost­ka. Po mniej wię­cej pół roku od wpro­wa­dze­nia na rynek mode­lu Leica M10, wie­lu użyt­kow­ni­ków stwier­dza, porów­nu­jąc zdję­cia z M9 i M10, że uzy­ska­ne efek­ty to bez­po­śred­nia kon­ty­nu­acja jako­ści i kolo­rów z M9. W przy­pad­ku mode­li typ 240 nie było takich opi­nii. Może już nale­ży odkła­dać na Leicę M10?

Henri Cartier-Bresson w San Gimignano

Na koniec tury­stycz­na wisien­ka, z cyklu byłem – widzia­łem. Duża wysta­wa Hen­ri Car­tier-Bres­son-a w San Gimi­gna­no. Retro­spek­tyw­na i cało­ścio­wa, robi­ła duże wra­że­nie. A Leica M9 zro­bi­ła sobie oczy­wi­ście sel­fie 🙂

Leica M9 Henri Cartier-Bresson wystawa

Syl­wet­ki Hen­ri Car­tier-Bres­son-a nie trze­ba przy­po­mi­nać niko­mu, a jego zdję­cia zawsze trze­ba oglą­dać. Dwa lata temu w tym samym muzeum tra­fi­łem na wysta­wę Ellio­ta Erwit­ta, może za rok będzie inny kla­syk?

Zdjęcia aparatów i filmowe pochodzą z materiałów prasowych, a reszta jest moja.

P.S.

Z pra­wie trzy­ty­go­dnio­we­go wyjaz­du przy­wio­złem „tyl­ko” oko­ło 800 zdjęć. Leica M9 się nie śpie­szy. Że war­to do niej wra­cać i ewen­tu­al­nie kupić może­cie prze­ko­nać się oglą­da­jąc jeden z fil­mów Thor­ste­na von Over­ga­ar­da. Duń­skie­go foto­gra­fa, dzien­ni­ka­rza, blo­ge­ra.

%d bloggers like this: