Close

12 lutego 2017

Bia­łe jest zło­te, czy nie­bie­skie?

tadeusz wierzbicki maski

Tech­no­lo­gicz­ne roz­ter­ki do­ku­men­ta­li­sty.

Ta­de­usz Wierz­bic­ki Ma­ski – to je­den z wie­lu pro­jek­tów ar­ty­sty re­ali­zo­wa­nych od wie­lu lat i zna­nych na ca­łym świe­cie. To pro­jek­cje świa­tła od­bi­ja­ne­go od spe­cjal­nie spre­pa­ro­wa­nych lu­ster. Zwy­kle pre­zen­to­wa­ne w po­miesz­cze­niach za­mknię­tych np. w po­sta­ci in­sta­la­cji, cza­sa­mi ani­mo­wa­ne na ekra­nie przed pu­blicz­no­ścią, na ży­wo.

Zwy­kle zdję­cia do­ku­men­tal­ne z tych dzia­łań by­ły czar­no-bia­łe, bo ko­lor w nich nie miał zna­cze­nia. Usu­nie­cie ko­lo­ru po­pra­wia­ło na­wet ich si­łę wy­ra­zu, spro­wa­dza­ło do isto­ty rze­czy: świa­tła i cie­nia, a lek­kie pod­bi­cie kon­tra­stu da­wa­ło jesz­cze więk­szą moc od­dzia­ły­wa­nia. Ko­lor oka­zał się wy­zwa­niem.

Ta­de­usza Wierz­bic­kie­go spo­tka­łam po raz pierw­szy w 2012 ro­ku, przy­pad­kiem, we wsi Ma­ja­cze­wi­ce.

Sie­radz­kie To­wa­rzy­stwo Fo­to­gra­ficz­ne za­pro­si­ło mnie tam na ple­ner ak­tu. Hmm, akt to dla mnie in­tym­ność, a tu zgra­ja fa­ce­tów bie­ga za ro­ze­bra­ny­mi dziew­czy­na­mi po po­lu i le­sie. Wieś po­noć się nie gor­szy, przy­zwy­cza­jo­na do dziw­nych go­ści, bo od lat miesz­ka wsród nich ar­ty­sta. Tak na­praw­dę nie wi­dzia­łam wte­dy żad­ne­go au­to­chto­na. Nie uro­dzi­łam więc żad­ne­go ak­tu na tym ple­ne­rze. Jak dla mnie by­ło za du­żo lu­dzi. Za­miast dziew­czy­ny po­sta­no­wi­łam „ro­ze­brać” te­go ar­ty­stę, do­wie­dzieć się czym się zaj­mu­je. I po pierw­szym po­ka­zie te­atru lu­ster wie­dzia­łam, że wpa­dłam, jak śliw­ka w kom­pot, w za­cza­ro­wa­ny świat. Ośle­pił mnie w prze­no­śni i do­słow­nie za­jącz­ka­mi z wy­twa­rza­nych przez sie­bie lu­ster, im­pre­sja­mi świetl­ny­mi ukła­da­ny­mi w ca­łe opo­wie­ści, spek­ta­kle. Te­raz wy­pra­wiam się do je­go do­mu – pra­cow­ni, w mia­rę moż­li­wo­ści cza­so­wych, dość sys­te­ma­tycz­nie, by do­ku­men­to­wać je­go do­ro­bek. Po­wstał już na­praw­dę so­lid­ny ma­te­riał zdję­cio­wy, a i trzy fil­my uda­ło się mi wy­pro­du­ko­wać. Dziś chcia­ła­bym po­dzie­lić się kło­po­ta­mi z ma­te­rią fo­to­gra­ficz­ną, na ja­kie tra­fia do­ku­men­ta­li­sta.

Ta­de­usz Wierz­bic­ki ma­ski już po­ka­zy­wał w świe­tle słoń­ca.

tadeusz wierzbicki maski

Pod­ję­łam się za­re­je­stro­wać ta­kie dzia­ła­nie. Ba, po­sta­no­wi­li­śmy pójść da­lej i ob­sa­dzić księ­życ w ro­li ża­rów­ki. Ta­de­usz przy­go­to­wał ekran z kal­ki roz­pię­tej na sta­rej ra­mie okien­ne­go luf­ci­ka i pew­ne­go pięk­ne­go dnia (a mu­siał być sło­necz­ny, bo jak pusz­czać za­jącz­ki bez słoń­ca) wy­ru­szy­li­śmy na łą­kę. Ta­de­usz za­kła­dał do pro­jek­cji ko­lej­ne ma­ski, a ja kom­bi­no­wa­łam, jak wyjść po­za sche­mat zwy­kłe­go od­wzo­ro­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści. Za­sto­so­wa­łam sze­ro­ki kąt, by po­ka­zać, że to dzie­je się w na­tu­rze, prze­ry­so­wu­jąc pierw­szy plan z ma­ską. Oczy­wi­ście zro­bi­łam też „zwy­kłe” zdję­cia. Dłu­go to tra­wo, bo po nie­bie ga­lo­po­wa­ły ciem­ne chmu­ry, prze­ry­wa­jąc nam co chwi­la pra­cę.

Dru­ga se­ria zdjęć – o za­cho­dzie słoń­ca, kie­dy tem­pe­ra­tu­ra bar­wo­wa zmie­ni­ła się ra­dy­kal­nie i świat na­brał zło­ci­stej po­zło­ty. Trze­cia se­ria zo­sta­ła wy­ko­na­na w świe­tle księ­ży­ca, któ­ry tej no­cy był w peł­ni. Oba­wia­łam się czy co­kol­wiek wyj­dzie, po­za sa­mą ma­ską. Pięk­nie się roz­cza­ro­wa­łam. Zdję­cia by­ły ma­gicz­ne.

Nie­ste­ty w post­pro­duk­cji po­ja­wił się pro­blem.

Ob­ra­bia­łam tak, jak się ostat­nio na­uczy­łam, by oglą­dacz zdję­cia po­wie­dział: wow. Ta­de­usz miał zu­peł­nie in­ną wi­zję, jak zdję­cia po­win­ny wy­glą­dać. Do­sta­łam bu­rę. Po­cząt­ko­wo nie bar­dzo wie­dzia­łam o co cho­dzi. Dla nie­go zdję­cia by­ły zbyt ko­lo­ro­we, sztucz­ne jak pla­stik. Tro­chę by­ło mi żal tych „pod­krę­co­nych zdjęć“, ale po­kor­nie za­sia­dłam do po­now­nej ob­rób­ki. Ta­de­usz pod­kre­ślał, że nie­za­leż­nie od źró­dła świa­tła ma­ska po­zo­sta­wa­ła bia­ła. A u mnie by­ła też zło­ta lub nie­bie­ska. By­łam szczę­śli­wa, że „mam ko­lor”, a tu się oka­za­ło, że trze­ba go zdjąć. Jed­nak ta­ka jest ro­la do­ku­men­ta­li­sty – ma się do­pa­so­wać do kon­cep­cji, któ­rą kre­śli mu au­tor dzie­ła. Mu­si się jej pod­po­rząd­ko­wać, by nie wy­pa­czyć prze­ka­zu.

Źró­dło pro­ble­mu jest oczy­wi­ste – tem­pe­ra­tu­ra bar­wo­wa.

Ale na­wet jej pre­cy­zyj­ne usta­wie­nie na sza­rą kar­tę nie ko­ry­gu­je efek­tu za­bar­wia­nia kal­ki luf­ci­ka. Szcze­gól­nie jest to wi­docz­ne na zdję­ciach o za­cho­dzie słoń­ca. Świa­tła ma­ski są zło­te i ra­ma luf­ci­ka w bez­po­śred­nich pro­mie­niach za­cho­dzą­ce­go słoń­ca też, ale sa­ma kal­ka jest nie­bie­ska, je­śli spo­glą­dać od zie­mi w nie­bo. Je­dy­nie spoj­rze­nie od gó­ry w kontrze do słoń­ca od­nie­biesz­cza kal­kę, choć nie do koń­ca. Nie­bie­ska po­świa­ta i tak po­zo­sta­je.

Oglą­da­jąc pro­jek­cie ma­sek na ży­wo, w ogó­le nie wi­dać by­ło róż­ni­cy. Wy­szła ona na jaw do­pie­ro w pro­ce­sie post­pro­duk­cji. Dla­cze­go? Bo apa­rat nie ma mó­zgu. Chce­my, czy nie, fi­zjo­lo­gicz­nie spro­wa­dza­my bia­łe do bia­łe­go w każ­dym ro­dza­ju oświe­tle­nia. Apa­rat te­go nie po­tra­fi i dla­te­go usta­wia­my od­po­wied­nią war­tość tem­pe­ra­tu­ry bar­wo­wej, by biel, by­ła bie­lą. Ale jak wi­dać na przy­kła­dzie, są sy­tu­acje, gdy i to nie wy­star­cza… Zo­sta­je ręcz­ne do­cią­ga­nie ko­lo­ru przez de­sa­tu­ra­cję na se­lek­cji z luf­ci­ka (za­łą­czam zdję­cie po­rów­naw­cze), co przy trzech set­kach zdjęć tro­chę po­trwa­ło. Ale cze­go się nie ro­bi dla sztu­ki Ta­de­usza.

tadeusz wierzbicki maski

Naj­więk­szą ra­dość spra­wi­ły mi zdję­cia noc­ne.

27 wrze­śnia 2015 r. by­ła peł­nia. Noc by­ła już je­sien­nie rześ­ka, na szczę­ście bez żad­nych za­mgleń. Księ­życ świe­cił moc­no. Wi­dzia­łam jak drze­wa rzu­ca­ły cień. Wia­do­mo, cień jest za­wsze, gdy jest i źró­dło świa­tła. Nie za­wsze go no­cą wi­dzi­my, bo na ma­łe eks­po­zy­cje ma­my za ma­łą czu­łość oka. Usta­wi­łam pa­ra­me­try na ISO 1600, f/11, t=30 se­kund, TB=3600 K. Czas był na ty­le dłu­gi, że gwiaz­dy już „po­ru­szy­ły się na nie­bie”. Na­stęp­nym ra­zem pod­nio­sę jesz­cze czu­łość, a skró­cę czas na­świe­tla­nia.

Mam na­dzie­ję, że za­pre­zen­to­wa­ne prób­ki zdjęć za­chę­cą czy­tel­ni­ków do spró­bo­wa­nia noc­nej fo­to­gra­fii, a tak­że do wsko­cze­nia na stro­nę Ta­de­usz Wierz­bic­ki w za­kład­kę ma­ski. War­to.