Close

„Błysk, mat, kolor. Fotografia i Warszawa lat 90.” – „co nam zostało z tych lat…”

Tę piosenkę Mieczysława Fogga, o przebrzmiałej miłości, nuciłam sobie w myślach jadąc na nową wystawę czasową „Błysk, mat, kolor. Fotografia i Warszawa lat 90.” do Muzeum Warszawy. Tak mi się kojarzył jej tytuł.

Wystawa potrwa aż do 19 lutego, dlatego piszę tych kilka słów, by zachęcić do jej odwiedzenia. Wiadomo, zdjęć słowem się nie opisze, ale pomysł kuratorski na konstrukcję wystawy, już tak. Zatem do rzeczy.

Kuratorką wystawy jest Karolina Puchała-Rojek. Pomagała jej Julia Staniszewska. Pomysł, że trzeba coś takiego zrobić, narodził się z chwilą, gdy zobaczyła kolekcję kolorowych prac z lat 90. legendarnego fotografa powstania warszawskiego – Sylwestra Brauna pseudonim „Kris”, który po wielu dekadach powrócił z emigracji w USA i znowu fotografował Warszawę. Rozesłała wici w środowisku warszawskich fotografów, aby udostępnili swoje archiwa z tych lat. Do mnie też dotarło to zaproszenie. Przyznaję – zlekceważyłam. Wykręciłam się sama przed sobą przed wysiłkiem jaki trzeba włożyć, żeby odkopać coś w archiwum. Nawet chodziły mi po głowie zdjęcia, które bym chciała podesłać, ale ich nie byłam w stanie odnaleźć na czas. I teraz żałuję, bo mogłam uczestniczyć w sensownym projekcie.

Dla wszystkich czytających mam apel – nie popełniajcie błędów większości starych fotografów i ogarniajcie swoje archiwa od początku działalności.

Samochody stają się zabytkami i nabierają specyficznych wartości (oprócz tego, że jeżdżą) po 40. latach, w wyjątkowych wypadkach po 25, a fotografie mogą stać się obiektami muzealnymi praktycznie następnego dnia. Bo co było, to było. Istnieje tylko na zdjęciach. Ale żeby móc to pokazać światu musi być porządnie zarchiwizowane. Zdjęcia muszą posiadać nie tylko datę, co dziś dokłada automatycznie cyfrowy aparat, ale także muszą być opisane. Trzeba poświęcić wcale nie taką odrobinę czasu, by wklepać w Lr czy Ps metadane: kto lub co jest na zdjęciu przedstawione. Ale po latach, właśnie dzięki tym informacjom, zdjęcia mogą stać obiektem muzealnym, a nie śmieciem zalegającym na dysku.

Lata 90. w Polsce są kojarzone przede wszystkim jako lata przełomu politycznego, z przejściem od socjalizmu do kapitalizmu, a w zasadzie wybuchem kapitalizmu. Ten czas przełomu został nam przedstawiony na fotografiach zarówno profesjonalistów, jak i (sic!) amatorów. 

W tematyce zdjęć mamy więc Jarmark Europa, pierwszy McDonald, reklamy i afisze wolnych wyborów, handel z łóżek polowych, ale też pierwszy dzień wiosny, obraz narkomanii, biedy i strajków, starć z policją, nową architekturę i wszechobecną reklamę.

A w fotografii? Co się wtedy działo w fotografii?  

W lata 90. wkroczyłam jako fotograf pracujący, głównie na materiale czarno-białym ORWO NP55 i NP7. Były to filmy 35 mm używane w przemyśle filmowym. Ze szpul 300 m odcinało się 1,5 m i ładowało do kasetek. Wychodziło po prostu taniej niż fabrycznie konfekcjonowane filmy w sklepie Fotooptyki.

Oczywiście w ciemni spędzałam długie godziny. W zasadzie nie wyobrażałam sobie pracy w kolorze. Materiały ORWO były tak podłej jakości, że ochrzciłam je terminem „ORWO_MAĆ”.  Materiały zachodnie były, ale za dolary w sklepach Pewexu. Film Kodaka kosztował w czasach socjalizmu ćwierć nauczycielskiej pensji.

I nagle właśnie na początku lat 90. wkroczyły do polski zachodnie koncerny: Kodak, Fuji, Agfa, Polaroid razem z kompaktami fotograficznymi zwanymi przez zawodowców pogardliwie małpkami albo „idiot kamerami”, które nie wymagały żadnej wiedzy, by w miarę poprawnie naświetlić zdjęcie. Pojawiły się w dostępnej cenie (konkurencja robi swoje) nie tylko kolorowe materiały fotograficzne, ale także laboratoria do ich obróbki. W Warszawie w ciągu kilku lat powstało około 500 minilabów! Można śmiało powiedzieć, że były na każdym rogu ulicy! Fotografia stała się wtedy powszechnym sposobem zapisu rzeczywistości. Łatwym i przyjemnym. Bez ślęczenia w ciemni. Na wystawie kończy przypomnieniem, na jakich materiałach pracowano. Oczywiście byli tacy, którzy pozostali wierni fotografii czarno-białej.

Jak tę rewolucję w fotografii przedstawia wystawa „Błysk, mat, kolor. Fotografia i Warszawa lat 90.”? Wybijając kolor na pierwszy plan. W pierwszej sali oglądamy w zasadzie atak koloru.

Świat socjalizmu był szary. Szary beton blokowisk, szare ubrania, nawet papier toaletowy był szary. Torebki na mąkę i cukier też były szare. Fotografii czarno-białej to nie przeszkadzało. Ale wybuch koloru na ulicach wraz z wybuchem reklamy i zachodniego stylu bycia i życia wymusił niejako zmianę i w fotografii. I tak widzimy jak kolor stał się świadomie używanym elementem języka fotografii w reklamowych zdjęciach Tomka Sikory. To była wtedy naprawdę nowa jakość. Nawet 80-letni wówczas Edward Hartwig, całe życie pracujący w czarno-bieli, odkrył dla siebie kolor. Fotografował nową architekturę, co widzimy na wystawie, ale ja z tego okresu pamiętam jego abstrakcyjne zdjęcia podartych plakatów na murach. To była najczystsza fascynacja kolorem!

Przede wszystkim, w tych latach, zmienił się rynek prasowy. Weszły zachodnie koncerny ze swoim kapitałem, ale i technologią. Nagle oprócz rządowych gazet, pojawiło się kilka, z czasem kilkanaście, potem kilkaset tygodników, miesięczników i gazet lokalnych, w których było mnóstwo miejsca do drukowania fotografii. Został przełamany monopol Związku Polskich Artystów Fotografików na publikowanie. Już nie trzeba było mieć legitymacji, by dostać zlecenie na zdjęcia i mieć je wydrukowane w prasie. Sama przeszłam taką „zawodową ścieżkę”. Największe gazety codzienne zaczęły publikować cotygodniowe dodatki pełne kolorowych zdjęć. W „Magazynie Wyborczej” ukazały się np. pierwsze reportaże Krzysztofa Millera (wcale nie wojenne).

Co warto podkreślić, to „muzealne” podejście do zdjęć oznacza, że kiedy to było możliwe, mamy na wystawie do czynienia z oryginalnymi odbitkami, wykonanymi w tamtych latach, nawet jeśli były małych rozmiarów. Takie są właśnie zdjęcia Millera, które wtedy były zwykłymi wglądówkami służącymi archiwizacji. Duże kolorowe powiększenia, które możemy oglądać na wystawie, to powiększenia wykonane współcześnie metodą skanowania oryginalnych slajdów i druku cyfrowego. I jeśli jest w opisie zaznaczone: np. 1991/2022 to oznacza, że zdjęcie wykonano w 1991 roku, ale prezentowane powiększenie pochodzi z roku 2022.

Inna sala wystawy „Błysk, mat, kolor. Fotografia i Warszawa lat 90.” mieści głównie niejako zapis socjologiczny tamtych lat.

Kontrasty społeczne, napięcia, konflikty. Młode pokolenie zwiedzających może ze zdziwieniem odkryć, że to co dzieje się obecnie, już było. Protesty antyaborcyjne nie są wymysłem „Strajku Kobiet”. Były już wtedy, co dokumentują zdjęcia Anny Białej. Mnie, jak zawsze, gdy mam okazję widzieć, urzeka „Fotodziennik” Anny Beaty Bohdziewicz. Znajduję tam hasła i hasełka jakby sfotografowane dziś. I ta ironia zawarta w komentarzach….  Pyszna zabawa!

Akurat w tych czasach rzadko czytywałam „Życie Warszawy”, więc zdjęcia – fotofelietony – Kacpra M. Krajewskiego drukowane w nim były dla mnie odkryciem. Raz jeszcze mogłam się przekonać o roli, jaką odegrał w tamtych latach cotygodniowy „Magazyn Wyborczej”. Nie bez powodu nosił tytuł „Duży Format”.  Była to też swojego rodzaju rewolucyjna zmiana. Zdjęcia oglądane w gazecie nie w formacie znaczka pocztowego, a w formacie rozkładówki robiły i robią nadal wrażenie. Było miejsce na pokazywanie zdjęć, to pojawiły się i nowe nazwiska w fotografii. Fotoreportaż Marii Zbąskiej o narkomanach z Dworca Centralnego tam wydrukowany nadal jest dla mnie wstrząsający.

W tej sali dopadła mnie też historia mojego życia.

Na wernisażu podszedł do mnie człowiek, przywitał się i widząc moją minę rozkminił temat. Był to Marcin Poletyło, którego zdjęcia z zadymy przed Salą Kongresową w dniu ostatniego zjazdu PZPR przewijały się w postaci pokazu slajdów na ekranie monitora. Nic w tym nie było by dla mnie poruszającego, gdyby nie to, że zdjęcia te zrobił będąc wtedy uczestnikiem zajęć w pracowni fotograficznej Pałacu Młodzieży. Film i swoje autorskie odbitki wywołał na moich zajęciach, bo tam wtedy uczyłam.

Ja tych zdjęć nie rozpoznałam, bo było w pracowni dwóch młodocianych anarchistów, przynoszących zdjęcia z zadym. Był też jeden skin! Prali się na ulicy, ale w ciemni wojny nie prowadzili. Po 30 latach miałam problemy z rozpoznaniem kogoś kto wtedy był 16-17 latkiem. Powolutku, w rozmowie, pamięć wróciła. I przypomniałam sobie chudego blondynka z bardzo kudłatą głową. Tak to wystawa przyczyniła się się do odświeżenia znajomości.

Oprócz czysto reporterskiego spojrzenia na rzeczywistość tamtych lat na wystawie prezentowane są też obrazy tworzone w obszarze tzw. sztuki fotograficznej. Jak zwał tak zwał, chodzi o bardzo osobiste przetworzenie rzeczywistości na fotografię. Np. praca  Zofii Kulik (wielopiętrowy fotomontaż z Pałacem Kultury jako elementem graficznym w tle) czy prześwitujące okna na folii duraclear Basi Sokołowskiej przedstawiające warszawskie miejsca, w których wtedy bywała: kuchnia jej rodziców, Mała Galeria, budynek na Siennej – pełne poezji.

To co najbardziej mnie ucieszyło to decyzja kuratorki o włączeniu do wystawy „Błysk, mat, kolor. Fotografia i Warszawa lat 90.” zdjęć amatorskich.

Na początku stycznia ogłoszono zbiórkę zdjęć Warszawy: „Stwórz z nami foto-kolekcję lat 90.”, na którą odpowiedziało ponad 40 osób. Z tysiąca zdjęć kuratorka wybrała 300. Zdjęcia z rodzinnych archiwów stały się częścią wystawy. Ukazują one tematy nieobecne w reportażach z ulicy – tam nie toczy walka, tylko ciurka życie: pierwsza komunia, sanki, tramwaje i słupy ogłoszeniowe z plakatami koncertu Jacksona. 

Pomysł kuratorki, by na lata 90. spojrzeć poprzez fotografię jest logiczny. Fotografia do tego celu została powołana, by pamiętać. Przemieszczając się od zdjęcia do zdjęcia powoli przypominają się nam fakty, ale i emocje z tamtych lat. Być może inny kurator miałby inny pomysł? Może puściłby disco polo z chodnika obok fragmentu z „Warszawskiej Jesieni”? Ale nie byłaby to wystawa fotograficzna tylko muzyczna. Czy mam inny pomysł na wystawę fotograficzną z tych czasów? Nie mam. Zmiana w technologii fotografii, która wtedy zaszła, miała swoje odbicie w tym co i jak było rejestrowane, na co zwróciła nam uwagę kuratorka wystawy. I kłaniam się głęboko z szacunkiem nad ogromem wykonanej przez nią pracy. A praca nad wystawą trwała aż rok!

Hmm, ciekawa jestem jak będzie wyglądała wspominkowa wystawa za lat 30 z obecnej ery Instagrama? Oglądać będziemy głównie zdjęcia jedzenia i selfie?

W sumie na wystawie jest do obejrzenia około 1000 zdjęć, kilkadziesiąt pocztówek i kilka filmów (w tym Krzysztofa Kieślowskiego i Marcela Łozińskiego). Moim zdaniem całość jest nie do przetrawienia za jednym zamachem. Muszę tam jeszcze powrócić, odnaleźć i przetrawić kolejne smaczki. I zachęcam innych do odwiedzenia wystawy. Starzy mogą powspominać, młodzi dowiedzieć się co to jest stykówka.

Muzeum Warszawy – wystawa czasowa: „Błysk, mat, kolor. Fotografia i Warszawa lat 90.” 20 października 2022 roku – 19 lutego 2023 roku. 12 zł normalny – 7 zł ulgowy, bezpłatny czwartek