dlaczego robimy zdjęcia

Nie ważne jak zrobione jest zdjęcie i czego, ważne dlaczego!

Fotografie nigdy i o niczym nie mówiły prawdy. Fotografia jako taka jest otwarta na interpretacje.

Dzięki podpisowi obraz może zmienić całkowicie znaczenie. Także samo kadrowanie jest w stanie oderwać obraz od kontekstu zmieniając zupełnie jego treść przekazu.

Znane z historii fotografii przypadki manipulacji opinią publiczną poprzez usuwanie kolejnych osób ze zdjęcia zbiorowego. Świetne omówienie z przykładami znajdziecie na tej stronie.
Przekaz brzmiał: tylko widoczne osoby mają prawo istnieć w zbiorowej świadomości. Nieprawomyślni sukcesywnie znikają z kart historii i jej obrazów. Nie ma takiego na zdjęciu, znaczy nie istnieje, a zwłaszcza to co wymyślił.

Inna manipulacja dokonuje się codziennie w naszej zwykłej prasie, zwłaszcza kolorowej. Wygładzone nienaturalnie Photoshopem twarze na okładkach zwykle nijak mają się do rzeczywistości. I jakoś do tego przywykliśmy. Nie razi nas, że Maryla Rodowicz wygląda na zdjęciach obecnie lepiej niż 30 lat temu.

Każdy z fotografów pracujących dla prasy może przytoczyć też dziesiątki opowieści o tym jak zmasakrowano jego zdjęcia.

Dlaczego robimy zdjęcia? Zarabiając na chleb zdjęciami jakoś się z tym godzę. Przyjmuję założenie jeszcze przed zrobieniem zdjęcia, że zmarszczki trzeba wygładzić, nos wyprostować, a oczy nieco otworzyć. Taka moda obecnie panuje na styl „beauty” i już.
Ale są też sytuacje dla fotografa naprawdę bolesne. Osobiście najbardziej dotknęło mnie ostre kadrowanie zabijające pomysł na zdjęcie. „Robiąc materiał” dla jakiegoś pisma kobiecego, gdzieś przed 15 laty, trafił mi się temat „kobieta i yorki”. Kilka pań ze swoim maleństwem do obfotografowania. Jedna z nich miała tych piesków kilka. Po 5 minutach pobytu u niej wiedziałam, że to maleństwa rządzą domu i panią.

Zatem wymyśliłam, żeby wersalkę wyciągnąć na środek pokoju, panią posadzić na dywanie, a psy na wersalce. Udało mi się złapać nawet taką fajną ulotną chwilę. Trzy psy przytuliły się do jej wyciągniętej ręki, opartej o wersalkę. Zatem był to szerszy plan, w którym cały kontekst (ściany, okno, wersalka, dywan) był ważny dla przekazu. Przekazu o relacji tej pani ze swoimi psami. Co ukazało się w druku? Wyszparowana, wyjęta z tła, twarz pani właścicielki psów i mordki trzech psów. Ta kastracja zdjęcia zabolała i to bardzo. Wtedy zrozumiałam, że nie było i nie ma wolnej prasy. Dawniej był cenzor, który wiedział lepiej co było jedynie słuszne i zgodne z ideologią.

Dziś w redakcji lub wydawnictwie jest zawsze nad nami ktoś, kto wie lepiej.

Co się będzie sprzedawało, a w związku z tym wie lepiej, jak wyglądać ma zdjęcie w druku. Dlaczego robimy zdjęcia?

Mamy wybór: zgadzać się przystępując do pracy za pieniądze, że nasze zdjęcia idąc w świat będą manipulowane. Lub uciec w obszar sztuki. Tam my będziemy nadawali im własne sensy. Nikt nam za to nie będzie płacił, choć czasami uda się i coś takiego sprzedać, ale już na naszych warunkach. Mam nieodparte wrażenie, że to jedna z przyczyn zjawiska, polegającego na tym, że reportaż znajduje dziś miejsce w galeriach, a nie na łamach prasy.
Na ile odbiorca jest w stanie zreinterpretować nasze obrazy to już inna kwestia – kwestia jego wiedzy, otwartości i chęci współodczuwania.

A oto przykład jak różnie można interpretować konkretne zdjęcie i jak ważny może być podpis lub jego brak. Wykonane w 2013 roku w Gruzji.

gruzja zdjęcie Gori

Co to jest? Na pierwszy rzut oka może to być fotografia satelitarna pewnej rzeki wijącej się wśród gór. W rzeczywistości skala odwzorowania jest tu zupełnie inna. To makrofotografia 1:1 marmuru, którym jest obłożone zadaszenie drewnianego domku, w który urodził się Stalin w mieście Gori. Redukując opis zdjęcia jedynie do podania miejsca wykonania i daty. Umieszczając zdjęcie w galerii wśród innych zdjęć krajobrazowych zmieniam jego znaczenie. Podaję odbiorcy własną interpretację krajobrazu, dużo bardziej osobistą i bardziej emocjonalną. Drwię przy tym z samej historii (Stalina) i z definicji fotografii podróżniczej. Przecież w Gori trzeba koniecznie sfotografować muzeum Stalina lub przynajmniej jego pomnik. I ja na zdjęciach to muzeum mam, tyle że bez tego opisu nikt się nie zorientuje, że to ono.

Dlaczego robimy zdjęcia?

Mogę manipulować odbiorcą, zmieniając sam opis do tego zdjęcia.

Mogę, ale nie muszę.

Mogę też zrobić zwykłe zdjęcie budynku muzeum, ale nie muszę.

Co za wspaniałe uczucie. Oto definicja wolności w najczystszej postaci. Dla tego uczucia warto dźwigać aparat przez ileś kilometrów.

Podobne wpisy