Close

Czasem gorsze jest lepsze – filtry fotograficzne

las brzozowy

Zastanawiałam się nad przyczyną popularności Instagrama? Wygląda mi to na filtry fotograficzne.

W ciągu sekundy każdy może zostać artystą. Bez wysiłku, bez mozolnego ślęczenia na Photoshopem, filtry fotograficzne i wszelkie presety – klik i już.

Rynek już wcześniej zauważył tę chęć filtrowania świata – stąd gotowe wtyczki do PS, presety do LR i programy typu Nik Collection czy On1. Ale skąd ta tendencja?

Nieustanny postęp technologiczny zapewnia nam coraz „lepsze” zdjęcia, tzn. ostrzejsze, lepiej odwzorowujące barwy, i …nudne.

W końcu doszliśmy do granicy, gdy to komputer aparatu decyduje o końcowym wyglądzie zdjęcia, a nie nasza wrażliwość i umiejętności.

Większość ludzi jest tym stanem rzeczy zachwycona. Ale bywają i tacy (do których i ja się zaliczam), którym to wręcz przeszkadza. Chcieliby po staremu mieć jakąś przyjemność z wymyślania zdjęcia przed naciśnięciem spustu migawki i najczystszą radość, jeśli to co wyjdzie, nas zaskoczy. Przeżyliśmy niedawno falę budujących własne camera obscura. Przeżywamy renesans kolodionu. Jego wyznawcy też odkryli, że piękno tej technologii tkwi w tym, że nie wszystko da się przewidzieć i końcowy rezultat jest zawsze niespodzianką.

Postanowiłam wyprodukować sobie własny filtr, właśnie po to by dopuścić przypadek do głosu.

Nie jest skomplikowany i nie trzeba go kupować w necie. Po prostu trochę wody. Niby nic, a pozwala uciec od doskonałości obiektywu i dodać zdjęciom trochę tajemnicy. Dla mnie ważniejszy jest klimat zdjęcia od zdolności poprawnego odwzorowania świata.

Dla porównania pokazuje, ja wyglądał świat, tak jak go widzi aparat doskonały: Nikon D800 E z obiektywem Nikkor 2.8/24-70 – nuda dokonała. ISO 640, t – 1/45 s, f/22

filtry fotograficzne – las brzozowy