Hasselblad CFV II 50C 907X

Hasselblad CFV II 50C 907X – powrót do klasyki

A co to jest? Przecież Hasselblad CFV II 50C 907X nie ma nawet wizjera. Jak tego używać? Autofocus działa jak z minionej epoki! A właściwie po co to komu?

Cóż, szczegóły później, zacznijmy jak zawsze od początku czyli – „rys historyczny”.

W czasach bardzo dawno minionych, mniej więcej w połowie ubiegłego wieku, lustrzanki małoobrazkowe zaczynały dopiero swoją karierę. Głównymi narzędziami zawodowych fotografów były aparaty średnioformatowe, przeważnie 6×6 cm i przeważnie był to dwuobiektywowy Rolleiflex.

I w 1957 roku pojawia się Hasselblad 500 C.

Modele serii 5xx szybko zostają królami średniego formatu. Wiele doskonałych obiektywów Zeiss, wymienne kasety, nawet do Polaroida, stosunkowa mała waga i wielkość. Hasselblad 5xx ze standardowym obiektywem Zeiss Planar 80mm to był zestaw doskonały i jest do dziś, ale to później. Wystarczyło mieć dwie dodatkowe kasety i jadąc np. w plener mogliśmy robić zdjęcia i na negatywie czarno białym, na negatywie barwnym jak i na diapozytywie. Wymiana kaset zajmowała chwilę. Tu cała historia serii 500.

Hasselblad 500

foto. mat. prasowe producenta

Popularność nakręcił jeszcze fakt użycia aparatów Hasselblad w misjach kosmicznych NASA. Kilka razy były na księżycu i wiele razy w kosmosie.
Ikoniczne zdjęcia księżycowych spacerów czy kolorowej Ziemi widocznej z kosmosu to właśnie one. Hasselblady serii 5xx były po prostu uniwersalne, doskonale wykonane i niezawodne. Były i są do dziś synonimem jakości fotograficznego sprzętu. Dla chętnych link do strony muzeum i fundacji Hasselblad-a.

foto. mat. prasowe producenta

Stały się również gwiazdami kina. „Blow-up” Antonioniego z 1966 roku, „Licence To Kill”, „A Perfect Murder”. Dziś to product placement, wtedy po prostu rekwizyt. To, że „występował” w kinie to jednak mały epizod popularności. Najważniejsze, że Hasselblady były podstawowym narzędziem pracy wielkich fotografów drugiej połowy XX wieku i początku wieku XXI. Irving Penn, Ansel Adams, Richard Avedon, Helmut Newton, Diane Arbus. Wymieniać można długo, seria 5xx była „koniem pociągowym” ówczesnej fotografii

Ansel Adams, kadr z filmu „Blow-up”, foto Wikipedia

Aparaty 6×6 to nie tylko Hasselblad.

W krajach socjalistycznych również produkowano takie. Radziecki Kiev 88 to absolutna, wierna kopia Hasseblada. Coż, jak to z produkcjami radzieckimi bywało, nawet nowe wymagały remontu… i szybko stały synonimem anty jakości!

Kilkadziesiąt lat produkcji – miliony wyprodukowanych egzemplarzy.

Od modelu 500 C do 2000. Po drodze jeszcze model SWC z wbudowanym obiektywem Zeiss Biogon 38mm. We wszystkich modelach 5xx mogliśmy używać wymiennie takich samych kaset. Starych, nowych, bez znaczenia, byle były światłoszczelne.

I tu dochodzimy powoli do naszego bohatera. Hasselblad 903 SWC to, nie wiem, ojciec…? Hasselblad-a CFV II 50C 907X? O 903 SWC już kiedyś pisałem, tak więc zapraszam ponownie.

Hasselblad 903 SWC i Hasselblad-a CFV II 50C 907X / foto mat. prasowe

Zaczyna się era cyfrowa i Hasselblad jest nadal w czołówce.

Jako jeden z pierwszych, w 2004 roku, wspólnie z firmą Imacon pokazuje średnio formatowy aparat cyfrowy – model H1D. 22 miliony pikseli w formacie 36,7 x 49mm. W tamtych czasach to było osiągniecie iście kosmiczne. Większość producentów była wtedy w formacie DX i kilku milionach pikseli.

Ale H1D tak właściwie to tylna wymienna ścianka, jak kasety do modeli 5xx. I nie inaczej jest z naszym bohaterem. Hasselblad CFV II 50C 907X to tylna ścianka – moduł cyfrowy CFV II 50C, a cieniutka ramka, ok. 2cm, to „aparat” 907X. Nawet na firmowej stronie opisany jest jako najcieńszy, najlżejszy korpus aparatu średnioformatowego. Zakładając, że ramka ze spustem może być aparatem :-). I może dlatego w nazwie najpierw jest oznaczenie ścianki, a dopiero później „aparatu”?

Hasselblad CFV II 50C 907X

I nie wiem dlaczego dopiero lub już w 2014 roku Hasselblad zaczyna ponownie zwracać uwagę na użytkowników systemu V czyli aparatów 5xx? Moda na fotografię analogową? Obawa przed kanibalizowaniem systemu H czy X? Przewidywania pojawiania się konkurencji? Tak czy siak zdecydowana większość fotografów może ponownie wyjąć z szafy dawno zapomniane Hassele i zacząć używać ich „cyfrowo”. Przystawka CFV 50 C czy obecna CFV II 50 C jest tylko kolejną „kasetą” w torbie.

Ale 907X z CFV II 50C to właściwie cały, nowy system V. Możemy używać bezpośrednio wszystkich obiektywów z systemu X, a z adapterami obiektywów: XPAN, HC/HCD oraz „starych” XV (tych do serii 500).

Obecny Hasselblad CFV II 50C 907X to specyficzne urządzenie fotograficzne.

By nim fotografować trzeba pozbyć się „bezusterkowych zwyczajów”. Jak wspominałem na początku, nie ma wizjera. Cały system obsługujemy na ekranie dotykowym. Bardzo dobrym, dużym i wyraźnym nawet w ostrym słońcu. Jednak osoby noszące okulary „do czytania” mają problem – trzeba mieć je cały czas na czubku nosa. Inaczej jest trudno. Przydałaby się np. jakaś nakładana soczewka korekcyjna?

Hasselblad CFV II 50C 907X

Gdy już „poznamy się” z oprogramowaniem – prostym, konkretnym, bez niepotrzebnych „wodotrysków”, jest rewelacyjnie! Nie powiem, że zdjęcia robią się same jak w bezlusterkowcach, ale fotografowanie to czysta przyjemność. A jeżeli jesteście zwolennikami pełnej przysłony tak jak ja, to już na wyświetlaczu zobaczycie plastykę i jakość nowych obiektywów z systemu X. Wszystkie zdjęcia zrobiłem obiektywem XCD 2,5/55V. To taki nowoczesny Zeiss Planar 80mm?

Hasselblad CFV II 50C 907X
Niedogodności związane z widzeniem można w pewien sposób obejść używając dedykowanej aplikacji Phocus Mobile 2.

I muszę powiedzieć, że jest to chyba najsprawniej działająca aplikacja tego typu? Nie ze względu na możliwości, bo te są klasycznie standardowe, ale ze względu na szybkość łączenia z aparatem i stabilność połączenia bezprzewodowego. Z nowymi iPadami może być połączona również przez kabel USB-C. Co ważne, dla mnie, jako zwolennika Color Managementu – obsługuje całkowicie system Hasselblad Natural Colour Solution (HNCS) do zarządzania barwą! Tak więc finalnie otrzymujemy to co sfotografowaliśmy, a nie to co wydaje nam się, że sfotografowaliśmy. Zawsze powtarzam, że najważniejszy jest właściwy punkt wyjścia, a wszelkie presety, suwakologia nie będą nam potrzebne. Kontrast, jasność, balans bieli – to wszystko.

Podłączenie aparatu do WiFi to trzy kliki. Jakość połączenia poprawia zdecydowanie standard 5 GHz.

Jeżeli Hasselblad CFV II 50C 907X będzie włączony i w trybie WiFi przed włączeniem aplikacji, wyszukanie i połączenie odbywa się właściwie automatycznie.

Po połączeniu otrzymujemy tradycyjnie już, większość aplikacji wygląda podobnie, możliwość obsługi wszystkich parametrów w trakcie fotografowania.

hasselbladHasselblad CFV II 50C 907X display

Teraz możemy już robić zdjęcia! Oczywiście aplikacja pomaga w mało stabilnych warunkach. Wszystkie zdjęcia, które zrobiłem Hasselbladem CFV II 50C 907X i obiektywem XCD 2,5/55V są „z ręki”, nie chciało mi się chodzić po lesie ze statywem i iPadem, tym bardziej, że było dość jasno, a i tak prawie wszystkie zrobione są przy przysłonach f/2,5 – 2,8. I według mnie, dopiero całkowicie otwarty obiektyw w pełni oddaje możliwości tego zestawu.

Uwaga praktyczna – ponieważ nie ma wizjera, a format natywny aparatu 4:3 czyli poziom, fotografowanie w pionie nastręcza pewne problemy. Musimy aparat po prostu obrócić co nie jest wygodne. Ekran jest umieszczony lekko skośnie i patrzenie jest mało komfortowe. Jeżeli ktoś zamierza zakupić Hasselblad CFV II 50C 907X, polecam od razu opcjonalny grip. Będzie łatwiej i wygodniej. Oczywiście możemy z menu wybrać kadrowanie, np. 1:1 czy format XPAN, ale z jakiegoś powodu działa to tylko przy zapisie plików „jpeg”? Pliki natywne „3rf” nie zapisują w sobie pre-kadrowania jak jest to np. w Leice Q2. Tylko czy kadrowanie poziomu do pionu z dużymi stratami ma sens?

Jakość plików jest doskonała i to nie jest żadne podlizywanie się producentowi!

Tak jest. Popatrzcie niżej, zdjęcie zrobione w słoneczny dzień w bardzo gęstym, starym sosnowym lesie. Naświetlane „na światła”, czyli w pewnym sensie niedoświetlone cienie. Pierwsze jest bez korekcji, drugie cienie ustawione w Lr na +100. I może tego nie będzie widać w „internecie”, kompresja itp, ale szczegółów w cieniach nie ma potrzeby wyciągać. Tzn. ja nie widzę takiej potrzeby.

Z ciekawości, bardzo chciałem zobaczyć jak obiektyw XCD 2,5/55V pracuje „pod światło”? Cóż, jeżeli z jakiegoś powodu chcecie mieć flary, odbicia czy inne takie zjawiska, tu się nie da. Jest tak doskonały, że bardzo musiałem się nagimnastykować, dosłownie, by „sztukę” zrobić.

Dla kogo jest w takim razie Hasselblad CFV II 50C 907X?

W pierwszej kolejności jest, miał być, dla dotychczasowych użytkowników serii 500. Okazało się podobno, że jednak po przygodzie ze ścianką CFV II 50C dokupują oni obiektywy XCD i wchodzą w „nowoczesność”?

Dla potrzebujących spokoju i oddechu w fotografii, ponieważ naprawdę trzeba ciut pomyśleć i skupić się przed zrobieniem zdjęcia. Autofocus nie wyostrzy oczu muchy w locie. Nie zrobimy zdjęć z szybkością karabinu maszynowego. Może być też zamiennikiem dla kogoś kto nie lubi jogi, a woli odpoczywać i ruszać się fotografując – wymaga czasu i refleksji. Można i wziąć go na ulicę. Nie jest dużo cięższy i większy od lustrzanek, daje radę z mobilnością. Pokusiłem się o zrobienie Hasselbladem relacji z wystawy Jacoba Aue Sobola pt. „James’ House” w Leica Gallery w Warszawie.

Samej ścianki CFV II 50C można użyć również z aparatami 4×5 cala.

Dzięki adapterom uzyskujemy bardzo łatwy sposób na korekcję perspektywy i wchodzimy w segment poważnej fotografii technicznej. Tu możecie w krótkim filmie zobaczyć sposoby i efekty.

I na koniec pisownia i wymowa. W wielu miejscach nazwa producenta jest źle pisana i również źle wymawiana. Mino powszechnej dostępności, cały czas pojawia się „haselblad, haselblat, itp. Poprawnie to HASSELBLAD, to pisownia nazwiska i nie wypada przekręcać.

Cóż, (nie) namawiam, (nie) polecam, ale zdecydowanie warto! Na zdrowie!

Podobne wpisy