Close

Sztuka na ulicy, sztuka ulicy czyli abstrakcje w drodze

Pod koniec zeszłego roku pojechałam na weekend do Tirany w Albanii. Tak się złożyło, że mogłam tam spędzić pełne dwa dni na fotografowaniu. Udało mi się pojechać na pół dnia w okoliczne góry, gdzie dopadłam jakiegoś pasterza i zrobiłam kilka klasycznych pocztówek krajobrazowych.

Wróciłam do Tirany po południu i zaczęłam się włóczyć po ulicach. Albania to kraj niesamowitych kontrastów. U nas ich też nie brakuje, ale żeby je dostrzec trzeba pokonać trochę kilometrów. A tam wszystko stłoczone obok siebie. Super, hipernowoczesne budynki obok rozpadających się bieda-domków, ciągle funkcjonujących. Kobiety w strojach jak z wybiegów Mediolanu spieszące obok kontenerów, w których grzebią autentyczni nędzarze.

Wydawało mi się, że to absolutnie wspaniały temat do fotografii.

Zrobiłam sporo zdjęć, ale ciągle czułam niedosyt. Przystanęłam przy ulicznym bukiniście, który rozłożył swój kram wprost na chodniku. W zasadzie, to chciałam go sfotografować. Żeby nawiązać jakiś kontakt zaczęłam przeglądać jego książki. Skutek był taki, że zrezygnowałam z fotografowania, a kupiłam książkę. Nie, nie znam albańskiego. Książka była jednak dla mnie w 100% zrozumiała. To album z malarstwem abstrakcyjnym rodowitego Albańczyka, który nazywa się Arben Theodhosi. I to był brzemienny zakup, brzemienny w zdjęcia.

Następnego dnia wyruszyłam znowu na ulice Tirany w poszukiwaniu ujęć, które przyniesie los. Tym razem był łaskawy. Po lekturze świeżo nabytego albumu, gdzieś po drodze do centrum, szybko wypatrzyłam płot, płot marzenie. Prawdziwa sztuka ulicy.

Zanurzyłam się w swój świat abstrakcji na dobre 1,5 godziny.

Przyszedł oczywiście pan ochroniarz z pobliskiego biurowca sprawdzić co ja tam przy tym płocie majstruję. Nie znał angielskiego. Pokazałam mu obrazki na wyświetlaczu. Mocno się zdziwił, ale dał mi spokój. A ja systematycznie, metr po metrze, wędrowałam okiem mojej Leici Q-P tworząc sobie nowe światy.

Czego ja tam nie widziałam. Były skojarzenia i z Picassem, i z Brzozowskim, i Makowskim, i w końcu z Beksińskim. Aż w końcu opadłam z sił i trzeba było iść coś zjeść. Włóczyłam się jeszcze po mieście, ale nic lepszego nie weszło mi w oczy.

Kupiłam aparat Leica Q-P, żeby był towarzyszem w podróży.

Tak jak Leica M9 jest lekki, poręczny, cichy – w sam raz do fotografii ulicznej. Mój ciężki Nikon 800E leży sobie w domu i czeka na ewentualne rzemieślnicze produkcje.

Leica Q-P ma coś jeszcze wspaniałego. To tryb makro uruchamiany jednym ruchem pierścienia. W zasadzie cały ten płot przeleciałam w tym trybie. Ale przejście do normalnej skali, od czasu do czasu, nie zajmowało mi więcej jak ułamek sekundy i to nie odrywając aparatu od oka. Miał to być aparat do streetu, a tu proszę: popracował przy fine art. Ale taki akurat trafił się temat.

I to są moje najlepsze zdjęcia z zeszłego roku. Sztuka ulicy. Niech idą w świat…

sztuka ulicy