Balagan – Lublin w cztery godziny
Ile czasu potrzeba na zwiedzenie miasta? Na poznanie jego historii i teraźniejszości? Nie wiem, pewnie dużo? Warszawę, w której się urodziłem, wychowałem i mieszkam zwiedzam cały czas. Lublin jest jednak mniejszym miastem, to może tytułowe cztery godziny wystarczą?
Mi starczyły tylko na wstęp. Byłem oczywiście na Starym Mieście, rozglądałem się, a nie zwiedzałem. Odwiedziłem Centrum Spotkania Kultur, tylko jedną wystawę na jednej kondygnacji, zegar tykał.


Jakim miastem okazał się dla mnie Lublin, tak jednym słowem? Balagan – ale, jeżeli można zmienić znaczenie słów, w bardzo pozytywnym sensie. „Balagan” jako tygiel sztuki, kultury, nauki, narodowości. Coś się buduje, coś się rozsypuje lub jest w ruinie ponieważ od wojny nie było remontowane. Przeróżne wydarzenia kulturalne. Wystawy organizowane wszędzie, na płotach lub po prostu przy chodniku. Galerie ze sztuką, a obok klasyczna „cepelia”. Ale nigdzie nie widziałem gęsi Pepy? Poniżej wystawa Cezarego Dubiela w Galerii Saskiej na ogrodzeniu Parku Saskiego oraz wystawa Laury Makabresku pt. „Wielka cisza małych ludzi” w Ośrodku Praktyk Teatralnych „Gardzienice”


Ciekawe czy Warszawa, gdyby nie została zburzona w trakcie wojny, wyglądałaby podobnie?
Przez cztery godziny rozglądania się po Lublinie zrobiłem kilka zdjęć. Tak zaczynam widzieć to miasto. I wiem, że to tylko wstęp, że dużo czasu potrzeba by poznać zaułki Starego Miasta, a reszta? Lublin to przecież nowoczesne miasto, które się rozwija i nie można uprościć poznania miasta do Starówki.














