Colours of Lost Times

Poza czerwoną kropką – „Colours of Lost Times” w Leica Store

Do sklepu fotograficznego chodzimy zwykle po sprzęt. Najpierw, żeby pooglądać i dotknąć. Potem, żeby kupić. Ale nastały nowe czasy – sklepy stały się witryną nie tylko dla sprzętu, ale i sztuki. I to tej najwyższego lotu. Na przykład sklep Leica Store w Warszawie zorganizował spotkanie autorskie z Pawłem Bownikiem, promujące jego najnowszy album – „Colours of Lost Times” (Kolory straconego czasu).

Jako posiadaczka aparatu Leica Q zaglądam tam od czasu do czasu oraz śledzę wydarzenia na ich stronie fejsbukowej. Moje oko przyciągnęły obrazy abstrakcyjne umieszczone w zaproszeniu na spotkanie autorskie. Nie mogłam rozszyfrować co to jest. Doświadczenie fotografa mówi mi, że to musi być rzeczywistość, tyle że kompletnie nierozpoznawalna! Pierwsze skojarzenie – takie z fizyki – widmo dyfrakcyjne na otworze kołowym? Ale widma nie wytwarzają cienia! Poza tym mają regularnie powtarzające się sekwencje kolorów. A tu co obrazek, to inny wzór. Drugie skojarzenie – z malarstwem Fangora – ta delikatność przejść kolorystycznych. Ale w sztuce nie chodzi przecież o reprodukcje! Trzecie skojarzenie, też malarskie – z „Mandalami” Andrzeja Strumiłły. Tak narzuciła mi się tak okrągłość centralnego obiektu i (chyba podświadomie) jego ulotność. Nie mogąc rozwikłać zagadki wybrałam się na to spotkanie, które miało miejsce jeszcze w grudniu, a że nie jestem dziennikarzem, relacja jest dopiero teraz. 

W trakcie spotkania, prawda musiała wyjść na jaw.

I była zaskakująca. Te prace nie są inspirowane malarstwem. Technologia fotograficzna jest użyta, by przekazać komunikat o stanie przyrody, ale w sposób zaszyfrowany. Prace w cyklu „Kolory straconego czasu” powstawały w wyniku fotografowania przez autora rycin przedstawiających wymarłe gatunki ptaków, uprzednio nałożonych na obracającą się tarczę. Kolory kół, które wyłoniły się w efekcie tego zabiegu, łagodnie się przenikają. Powstaje zapis ruchu i upływu czasu. Proces tworzenia – „od pomysłu do przemysłu” –  jest sposobem przeżywania żałoby, straty.

Czysto konceptualny pomysł został przekuty w materialne zdjęcia, które zwodzą nas swym „łatwym pięknem”. Ładne obrazki kryją w sobie straszną prawdę o nas samych. Jesteśmy, jako ludzkość, sprawcami  procesów, których już nie da się odwrócić. Jesteśmy najgroźniejszymi drapieżnikami na tej planecie – nie mordujemy pojedynczych przedstawicieli innych gatunków. Niszczymy je doszczętnie, w całości, zmieniając im warunki życia!

Colours of Lost Times” – co nam zawiniły ptaki, których już nie ma?

Przez ostatnie 30 lat z terenu Europy zniknęło 420 milionów ptaków. Dzikie zwierzęta wymierają na całym świecie, bo niszczone są ich siedliska i żerowiska, głównie za sprawą metod i skali produkcji żywności, zwłaszcza mięsa. Jesteśmy w trakcie szóstego wymierania gatunków na naszej planecie. Piąte było w kredzie i dotyczyło głównie dinozaurów. Przez ostatnich 50 lat populacja dzikich zwierząt kręgowych zmniejszyła się o dwie trzecie. Coś co w swej skali jest dla nas abstrakcją czyli rzeczą nie do wyobrażenia. Antropocen może być ostatnią epoką geologiczną, którą człowiek zdoła odnotować. Potem już nas na Ziemi nie będzie. Może powstanie cywilizacja karaczanów… Dziś ciężko nam idzie ich tępienie – mają więc szanse przetrwać.

Wróćmy do zdjęć. Sama wirująca rycina daje w fotograficznym zapisie barwny krąg, płaski. Skąd więc cienie, dające złudzenie przestrzenności? Odpowiedź na to pytanie i inne także padła w trakcie spotkania. Paweł Bownik zdradził widzom tajemnice swojej pracowni (na slajdach). Cienie są wynikiem konstruowanego, do każdego „wirującego ptaka” oddzielnie, systemu oświetleniowego ze zwykłych żarówek. Cienie te nie były wynikiem przypadkowego ustawienia żarówek, a konstrukcją, która miała dać to co zostało wcześniej przez niego wymyślone i naszkicowane. Właśnie to studium cienia jest dla mnie najbardziej wstrząsającym przekazem.

"Colours of Lost Times"

Cień śmierci jest z natury szary, choć zróżnicowany gradientami.

A jednak, jak wynikało z relacji autora, czasami nabierał pewnych odcieni koloru. Prace, z których powstała książka „Colours of Lost Times” były wcześniej eksponowane na wystawie, ale tylko w świetle naturalnym, bez klasycznego galeryjnego oświetlenia. Zależnie od zmieniającej się temperatury barwowej światła, szare cienie przybierały odcienie od zimnego w południe, do ciepłego o zachodzie słońca. Nasze wspomnienia o członkach rodziny też mają różne odcienie – cieplej wspominamy tych, którzy nie zaleźli nam za skórę…

Spotkanie z Bownikiem prowadził Iwo Zmyślony. Panowie przyjaźnią się od lat, więc rozmowa toczyła się wartko. Dzięki niej bliżej poznałam artystę, jego sposób myślenia o sztuce w ogóle.

"Colours of Lost Times"

Książka „Colours of Lost Times” to kolejna, po „Nie ma takiego snu” Przemka Chudkiewicza czy „Liście do chłopca z latarką” – Grzegorza Dembińskiego, którą warto posiadać. Jest przepięknie wydana – matowy papier, ciekawa rozszerzona rozkładówka, płócienna okładka. Polecam ją na prezent. Prezent niegłupi, zmuszający do refleksji, a przy tym po prostu piękny. Oczywiście można ją kupić w sklepie Leica Store, choć zdjęcia na nią się składające nie zostały wykonane aparatem z czerwoną kropką.

Podobne wpisy