Close

Warsztaty na lewo, warsztaty na prawo.

Urs Recher warsztaty fotograficzne

Na naukę nigdy za późno, zwłaszcza gdy samemu jest się nauczycielem.

Hur­ra! Skoń­czył się rok szkol­ny i po­wie­dzia­łam stu­den­tom stop. Ko­niec mę­cze­nia mnie mej­la­mi z pra­ca­mi eg­za­mi­na­cyj­ny­mi. W ra­mach wol­ne­go po­sta­no­wi­łam zmie­nić miej­sce prze­by­wa­nia na ba­ry­ka­dzie: z pro­wa­dzą­ce­go za­ję­cia na słu­cha­cza. Ro­zej­rza­łam się w sie­ci i za­pi­sa­łam się na bez­płat­ne warsz­ta­ty fo­to­gra­ficz­ne (czy­li na lewo) z fo­to­gra­fii spor­to­wej z Jac­kiem Bo­nec­kim, or­ga­ni­zo­wa­ne przez dys­try­bu­to­ra Fu­ji­film.
Dru­gie warsz­ta­ty fo­to­gra­ficz­ne wy­bra­łam już płat­ne, ale nie prze­sad­nie dro­gie (na pra­wo), or­ga­ni­zo­wa­ne przez Di­cam, dys­try­bu­to­ra oświe­tle­nia Bron­co­lor, któ­re pro­wa­dził Urs Re­cher.

Założenie marketingowe jest czytelne: każda sroka swój ogonek chwali.

Dys­try­bu­tor sprzę­tu, żeby być efek­tyw­nym musi ta­kie ak­cje or­ga­ni­zo­wać, by prze­ko­nać do sie­bie klien­ta. Ko­rzy­stam z tego peł­ny­mi gar­ścia­mi. Nie zna­czy to, że od razu ku­pu­ję. Ale wy­zna­je za­sa­dę, że od każ­de­go mą­drzej­sze­go, albo dys­po­nu­ją­ce­go więk­szym do­świad­cze­niem, moż­na się cze­goś na­uczyć.

Urs Re­cher, to uzna­ny w świe­cie fo­to­gra­fii tre­ner, fo­to­graf i kon­sul­tant pro­du­cen­ta mar­ki Bron­co­lor, au­tor książ­ki „Li­ght Ar­chi­tec­tu­re”. Ja co praw­da nie pra­cu­je na Bron­co­lo­rze i ra­czej nie będę ze wzglę­dów fi­nan­so­wych, ale cie­ka­wam była tej ar­chi­tek­tu­ry. I nie za­wio­dłam się. Warsz­ta­ty fo­to­gra­ficz­ne i po­kaz były na­praw­dę pro­fe­sjo­nal­ne. Znam wie­lu świet­nych fo­to­gra­fów, któ­rzy po­ka­zu­ją świet­ne zdję­cia, ale nie po­tra­fią wy­du­kać na ich te­mat sen­sow­nej wy­po­wie­dzi. Im po pro­stu „wy­cho­dzi samo”. Urs ma w port­fo­lio świet­ne zdję­cia, ale też po­tra­fił kla­row­nie wy­tłu­ma­czyć spo­sób re­ali­za­cji przy­ję­te­go za­ło­że­nia, przy oka­zji „po­ka­zu­jąc w pra­niu”, jak pra­cu­je świa­tło. Dzię­ki Ur­so­wi zro­zu­mia­łam, dla­cze­go pew­ne rze­czy w oświe­tla­niu do­tych­czas mi nie wy­cho­dzi­ły, a pró­bo­wa­łam na róż­ne spo­so­by. Dla ta­kie­go sa­mo­uka jak ja, były to warsz­ta­ty bez­cen­ne. Szko­da, że do­pie­ro przed eme­ry­tu­rą tra­fi­łam na ko­goś od kogo jesz­cze się mo­głam cze­goś do­uczyć.

Następnego dnia pobiegłam na prezentację najnowszego obiektywu Fujinon, model XF90 F 2 R LM WR. Kolejne warsztaty fotograficzne.

Do obiek­ty­wu się nie do­pcha­łam, ale wzię­łam do ręki naj­now­szy apa­rat Fu­ji­film XT-10 z obiek­ty­wem XF 16−55÷2.8 R LM WR, wła­sność pro­wa­dzą­ce­go po­kaz Jac­ka Bo­nec­kie­go.

Fuji XT10

Dla­cze­go po­szłam na ten po­kaz? Je­stem od dwóch lat wła­ści­ciel­ką ma­łe­go „fu­dżi­ka” – Fu­ji­film X100. Pra­cu­je u mnie jako dru­gi apa­rat, albo jako pod­ręcz­ny na co dzień w dam­skiej to­reb­ce. Ma swo­je za­le­ty. Ale jego naj­więk­szą wadą jest strasz­nie wol­ne wsta­wa­nie. Cza­sa­mi są to całe wie­ki, szcze­gól­nie jak przed ocza­mi coś się roz­gry­wa. Dla­te­go za­sta­no­wi­ło mnie sfor­mu­ło­wa­nie dane w ogło­sze­niu na za­chę­te, że warsz­ta­ty do­ty­czą fo­to­gra­fii spor­to­wej. Po­sta­no­wi­łam spraw­dzić, jak to z tą szyb­ko­ścią te­raz jest. Od pana Bo­nec­ke­go też się cze­goś na­uczy­łam. Pró­bu­jąc apa­rat z przy­zwy­cza­je­nia rzu­ci­łam się na gle­bę, żeby fo­to­gra­fo­wać z dołu. I tu do­biegł mnie jego lek­ko kpią­cy głos, że apa­rat ma uchyl­ny ekran. By­łam tak prze­ję­ta fak­tem, że to co mam w rę­kach rze­czy­wi­ście robi szyb­ko i spraw­nie, że uchyl­ne­go ekra­nu już nie doj­rza­łam. Chy­ba czas się za­tem prze­siąść na now­szy mo­del „fu­dżi­ka”.