Close

Ralph Gibson „MONO” – pion czy poziom?

ralph gibson mono

Wybór trzeba podjąć każdorazowo podnosząc do oka aparat, no chyba że fotografujemy w formacie kwadratowym.

To obracanie aparatu wchodzi ludziom tak w krew, że odwracają nawet aparat z kwadratem. Przyjrzyjcie się, jak Krystyna Janda w filmie „Człowiek z marmuru” przekręca do pionu aparat Pentacon Six! Pewnie wydawało się Panu Wajdzie, że tak będzie wyglądało bardziej profesjonalnie? Operator ani fotosista nie zwrócili na to uwagi. Reszta nie miała pojęcia o formatach, więc nie zareagowała. Ilekroć oglądam film, zawsze wyczekuję tej sceny, by uśmiać się po pachy. Do poświęcenia uwagi temu tematowi skłonił mnie album, który wpadł mi w ręce, to Ralph Gibson „MONO”. Album wydany przez wydawnictwo Lustrum Press. Książka ukazała się w 2014 r. Upłynęło trochę czasu i dzięki temu można ją było kupić taniej. Zdjęcia w niej wcale się nie zestarzały i nie zestarzeją się długo, bo mają swoisty wizualny podpis Gibsona, rozpoznawalny na pierwszy rzut oka.

Ralph Gibson „MONO”. Jak powstał album?

Ralph Gibson (ur. 1939 r.) zaczął swoją przygodę z fotografią w latach 60. ubiegłego wieku. Zaczynał jako asystent uznanej dokumentalistki Dorothea’y Lange. Pracował krótko z inną sławą amerykańskiej fotografii – Robertem Frankiem. Dzięki nim nauczył się estetyki dokumentalnej i wylądował nawet na trzy lata w Agencji Magnum. Odszedł, bo chciał realizować własne projekty w fotografii. Założył w 1970 r. wydawnictwo LUSTRUM i wydaje w nim do dziś własne książki.

Sposobem na wypracowanie własnego stylu było samoograniczenie się do jednego aparatu z jednym obiektywem o ogniskowej 50 mm. Przez lata używa jakby tak samo zbudowanego wizualnie zdania. Ogniskowa 50 mm nie zaburza ani perspektywy, ani proporcji. Daje obrazy bliskie naturalnemu oglądowi świata. Dzięki swojemu inteligentnemu oku w niby banalnych sytuacjach przedstawia swój stosunek do światła i fotografowanego przedmiotu, poszukując głównie abstrakcyjnych form. Do roku 1990 Gibson robił tylko zdjęcia czarno-białe.

Jak sam powiedział w jednym z wywiadów, w wieku 75 lat, uczył się od nowa fotografii, tym razem cyfrowej. W końcu 2012 roku Ralph Gibson otrzymał do testowania jeden z pierwszych prototypów aparatu Leica Monochrom, który rejestruje wyłącznie obraz czarno-biały. Już pierwszego dnia zrobił nim zdjęcie, które jest zdjęciem okładkowym albumu MONO. W podróży po świecie, tylko z tym aparatem, spędził następny rok. Album jest efektem tej podróży.

Co jest w nim szczególnego? Są w nim same piony!

Ralph Gibson opowiada, że ludzie fotografują szerokim kątem (zwykle obiektywem 35 mm) i horyzontalnie, bo to jest łatwiejsze. Nasze dwuoczne (stereoskopowe) widzenie narzuca nam horyzontalny kadr. Ale wystarczy zamknąć jedno oko i widzimy jakby pojedynczy pion! Aparat fotograficzny ma jedno oko, zatem jego zdaniem, bardziej naturalne dla języka fotografii są kadry pionowe! Dla człowieka, który jest dwuoczny, kadr pionowy jest trudniejszy, ale przez to może i ciekawszy, jako niezwyczajny sposób widzenia. Pozwala mu znaleźć w przedmiotach ich własne kształty, własne formy. Gibson twierdzi, że 90% jego zdjęć jest pionowa! Album Ralph Gibson „MONO” jest tylko kwintesencją jego podejścia do kadrowania.

Więcej o Ralphie Gibsonie dowiedzieć się można z wywiadu:

Zaczęłam od anegdoty i anegdotą skończę.

Kiedy ponad 10 lat temu zaczynałam przygodę z robieniem fotosów w filmie, operator bardzo mnie prosił, żebym robiła same poziomy, bo w kinie nie ogląda się filmów w pionie. Fotosy muszą być poziome i już. Jak będzie coś w pionie to będzie tak zwany werk albo z angielska – backstage. A jemu zależało na dobrych fotosach. Ale pewnego dnia nie wytrzymałam i zrobiłam piękny pion, choć ze sceny z potencjałem na fotos, bo tak mi pasowało i już. W produkcji filmowej fotosista nie ma żadnych praw, poza prawem do podpisu na liście płac, tzn. nie decyduje, które fotosy wejdą do promocji filmu, a które werki do obsługi prasowej. Oddaje wszystkie zdjęcia z planu i zapomina o sprawie. Jakież było moje zdziwienie, ale i dzika satysfakcja, kiedy po roku na premierze filmu zobaczyłam plakat z jedynym pionem, który zrobiłam wbrew wyraźnym zaleceniom. I jak tu nie ufać swojej intuicji.